SPRAWIEDLIWOŚĆ PONAD PODZIAŁAMI
Przywiązuję
do sprawiedliwości dużą wagę. Zależy mi na tym, żeby mnie i innym
działa się sprawiedliwość. Zależy mi, bo gdy jest sprawiedliwie, jest
mi przyjemniej niż wtedy, gdy jest niesprawiedliwie, a w życiu
zbiorowym jest bezpieczniej, a więc jest przyjemniej w moim życiu.
Dużą
wagę przywiązuję też do lewicy i prawicy, tych dwóch sił
odpowiedzialnych za bieg życia zbiorowego na znacznych obszarach
dzisiejszego świata. Rozróżnienie tych sił jest ważne, bo
ważne i ważnie różne są oczekiwania, które z nimi
wiążemy. Różne zaś są te oczekiwania, bo różne są
działania lewicy i prawicy. A różne są ich działania, bo różne
są idee i ideały, które nimi powodują.
Rzeczy
życiowo ważne są trudne: trudno osiągalne i niełatwe w utrzymaniu. Ze
sprawiedliwością wiąże się ta trudność, że wszyscy ją mają na ustach,
a nieliczni wiedzą, co mają na ustach. Z lewicą i prawicą natomiast
wiąże się ten kłopot, że - jak mawiał Heinrich Heine - die Beiden
stinken (obie śmierdzą).
Są
jednak sposoby na zmniejszenie tych trudności. Na kłopot teoretyczny
ze sprawiedliwością sposobem jest jasność pojęciowa, a na kłopot
praktyczny z lewicą/prawicą sposobem jest prakseologia, czyli
wskazówki dotyczące sprawnego działania.
Jasność
pojęciową czerpię od Kazimierza Ajdukiewicza, a prakseologię z dwóch
źródeł - z obserwacji dziejów powszechnych oraz z moich
wyobrażeń (sam zaś termin „prakseologia” pochodzi od
innego racjonalisty, od Tadeusza Kotarbińskiego).
„Sprawiedliwie
postępuje się wtedy, gdy się każdemu świadczy to, co mu się od nas
należy” - od tego zacznijmy. Przyznajmy następnie, że się komuś
coś od kogoś należy albo wedle litery pozytywnego prawa
(sprawiedliwość literalnie legalna), albo wedle ducha tego prawa
(sprawiedliwość zasadniczo legalna), albo wedle słuszności
(sprawiedliwość moralna). Sprawiedliwy legalnie wedle litery prawa
„jest każdy uczynek, który znajduje sankcję w brzmieniu
jakiegoś przepisu prawa pozytywnego”. Sprawiedliwy legalnie
wedle ducha prawa jest każdy uczynek, który przyczynia się „do
zaprowadzenia lub utrzymania tego porządku społecznego, który
ustawodawca mniej lub więcej świadomie pragnął przez ustanowione
przez siebie przepisy prawne unormować”. Sprawiedliwy moralnie
jest każdy uczynek moralnie słuszny. Tu szkopuł, bo „pojęcie
moralnej słuszności jest pojęciem o niewyraźnej treści”. Nie
potrafimy go zdefiniować, ale w praktyce używamy go tak, że ilekroć
jakiś uczynek budzi w nas „swoiste i trudne do opisu słownego
uczucie aprobaty moralnej”, tylekroć mówimy o tym
uczynku, że jest moralnie słuszny. Nie znaczy to, że utożsamiamy
słuszność moralną z naszym poczuciem aprobaty moralnej, lecz że ją
rozpoznajemy po tym poczuciu. A poczuciem tym kierują pewne zasady.
Jedną z nich jest zasada równej miary, wskazująca warunek
konieczny, pod którym jakieś świadczenie jest należne, czyli
moralnie słuszne, a więc sprawiedliwe: „nikomu nie należy się
nic z tego tylko tytułu, że to właśnie on, a nie kto inny”.
Innymi słowy, „żaden człowiek, jako on właśnie, nie posiada
jakichś przywilejów przed innymi”. Tak samo, żadna grupa
społeczna, jako ona właśnie, nie posiada przywilejów przed
innymi grupami. Zasada równej miary jest negatywna, bo mówi
tylko, „co nie może być podstawą dla słusznych uprawnień”,
a jej treść jest „niezwykle skromna”. Jest to jednak
„rdzeń poczucia sprawiedliwości... którego brak świadczy
o zupełnym zaniku wszelkiego poczucia sprawiedliwości moralnej”.
Rdzeń ten ma rozszerzenie, a jest nim zasada równouprawnienia:
„za coś, co nie jest dziełem pewnego człowieka, nie należy mu
się nic dobrego ani nic złego, chyba że należy się to każdemu”.
(Wszystkie przytoczenia w tym akapicie pochodzą z artykułu Kazimierza
Ajdukiewicza O sprawiedliwości; zob. tenże, Język i poznanie, t. I,
PWN, Warszawa 1960, ss. 368-375. Wyróżnienia pochodzą ode mnie
- B. C.)
Mamy
więc rdzeń poczucia sprawiedliwości, czyli warunek konieczny
postępowania sprawiedliwego. Rdzeń ten możemy powiększać. To sprawa
pojęciowych i społecznych upodobań. Zmniejszyć go nie możemy, chyba
że zmieniamy język, nazywając sprawiedliwością coś, w czym nie ma
naszego rdzenia.
Mamy
też możliwość kolizji, nie raz urzeczywistnioną, między wymogami
sprawiedliwości legalnej a wymogami sprawiedliwości moralnej, i mamy
językowe środki opisu tej kolizji: gdy jej doświadczamy, mówimy
o niesprawiedliwym czy nieludzkim prawie.
Jak
ma się do tego lewica z prawicą? Najpierw tak, że każda z nich
odmawia drugiej zdolności do sprzyjania sprawiedliwemu społeczeństwu;
każda ma drugą za zasadniczo przeciwsprawiedliwą. Jest to fałsz,
służący walce partyjnej. W logice i w materii życia społecznego, w
treści obu ideologii oraz w socjotechnice spod obu znaków nie
ma bowiem niczego, co wykluczałoby ochronę naszego rdzenia
sprawiedliwości. Rzecz jasna, gwałt na sprawiedliwości może mieć i
miewa oba znaki. Ale nie musi. Empirycznym tego dowodem są niektóre
współczesne demokracje, gdzie rdzeń sprawiedliwości tkwi w
obowiązujących wszystkich uczestników walki o władzę
konstytucjach, czyli w (zasadniczo dotrzymywanej) umowie społecznej
wszystkich z wszystkimi. O takich demokracjach mówimy, że są
dojrzałe.
Jeśli
mam rację, płynie z tego wskazówka praktyczna: Obywatelu,
popieraj lewicę czy prawicę warunkowo, doraźnie, technicznie, czyli
jako narzędzie urzeczywistniania drogich ci celów, narzędzie
rokujące najlepszą w danych warunkach ochronę rdzenia
sprawiedliwości! Bez tej ochrony bowiem wszystkie pozostałe cele,
choćby były osiągalne, nie zasługują na realizację. Żadnych
kontraktów na całe życie, żadnych sentymentów!
Rację
ma jednak również Heine: die Beiden stinken. Śmierdzą za
sprawą pewnych mechanizmów (by nie rzec, praw) życia
społecznego oraz za sprawą przyrodzonego ludziom egoizmu. Istnieje
bowiem „prawo” odwrotności wyników działania
względem kierujących nim zamiarów, toteż zaczyna się od
sprawiedliwości na lewicowym czy prawicowym sztandarze, a kończy się
niesprawiedliwością na naszej skórze. Przyrodzony zaś egoizm
niezawodnie wskazuje równiejszych.
Z
tego zaś płynie kolejna wskazówka praktyczna: Obywatelu,
wspieraj je obie, lewicę oraz prawicę, a zarazem bądź przeciw im obu!
Wspieraj je obie w ich roli wzajemnych antagonistek, a bądź przeciw
zagrożeniu dla sprawiedliwości, które niesie każda z nich.
Oparcie
masz w sprawiedliwości, czyli najpierw we własnym jej poczuciu.
Lewica i prawica zaś to twoi naturalni wrogowie, ale też
sprzymierzeńcy. Możesz ich wykorzystać do twoich celów, ale
wymaga to stałej kontroli ich działania i stałej gotowości do
sprzymierzenia się z tą, która w danej chwili lepiej rokuje
twoim celom. Jedno wszakże wiadomo: lepiej rokuje im ta, która
w danej chwili lepiej rokuje sprawiedliwości.