Andrzej Dominiczak

CZY POLACY MOGĄ RZĄDZIĆ SIĘ ROZUMEM?1



Bertrand Russell określił racjonalność jako „zwyczaj uwzględniania całego materiału dowodowego przy wydawaniu sądów”. W określeniu tym, choć nie pretenduje ono do miana definicji naukowej, filozof trafnie uchwycił istotny sens racjonalności, zwłaszcza zaś ten jej aspekt, który liczy się najbardziej w życiu społecznym i politycznym. Liczy się jako ideał, nie jako ważny czy choćby dostrzegalny wymiar rzeczywistości społecznej, zwłaszcza w Polsce. Uwzględniać cały materiał dowodowy mogą bowiem tylko ci, którzy potrafią go dostrzec i jednocześnie uznać, iż zasługuje on w całości na uwzględnienie, a takich ludzi jest niewielu, zwłaszcza w polityce, która w naszym kraju jest raczej domeną instynktów. Nie ma w niej miejsca dla rozumu, „człowiek bowiem rządzi się rozumem w tym stopniu, w jakim inteligencja przenika i kontroluje jego pragnienia”. W polityce inteligencja, mierna czy wybitna, pozostaje na ich służbie.

Problem deficytu racjonalności w życiu społecznym nie dotyczy rzecz jasna tylko Polski, choć po poselskiej modlitwie o deszcz i późniejszych ekscesach politycznego ciemnogrodu niepodobna zaprzeczyć, że niedobór ten jest w naszym kraju szczególnie dotkliwy. Przynosi przy tym szkody wszystkim, zwolennikom i przeciwnikom obozu rządzącego, a także ludziom politycznie obojętnym. „Wzrost racjonalności, teoretycznej i praktycznej jest bowiem warunkiem wszelkiego postępu i poprawy ludzkiego bytu”.

Czy postęp w dziedzinie racjonalności możliwy jest w świecie, w którym przeciw niej sprzysięgły się niemal wszystkie siły? Jej wrogiem jest gospodarka wolnorynkowa, która karmi się ludzką chciwością i naiwnością, szydzą z niej media i kultura masowa, a nawet większość modnych intelektualistów, obwiniających ją o najcięższe zbrodnie. W Polsce ma ona ponadto wrogów lokalnych, nie mniej groźnych, jak Kościół i religia; na tym jednak nie koniec. Niemal równie wroga racjonalności okazuje się demokracja formalna bez kultury demokratycznej, wyrosłej na gruncie krytycznej myśli oświeceniowej i liberalnej filozofii politycznej.

Polska rachityczna demokracja to środowisko nieprzyjazne rozumowi, gdyż niepodzielnie rządzi w nim zasada lojalności, charakterystyczna dla systemów, w których kategoria dobra wspólnego nie ma uchwytnej mocy regulacyjnej, gdzie celem jest przede wszystkim pokonanie przeciwnika, dla władzy i osobistej lub grupowej korzyści. Zasada ta wyklucza „uwzględnianie całego materiału dowodowego” i nie toleruje osób, które chciałaby się tą zasadą kierować. W Polsce, udział w życiu politycznym czy ogólniej – w dyskursie publicznym – oznacza konieczność opowiedzenia się w całości po jednej lub drugiej stronie sporu, za jedną lub drugą grupą poglądów: czy to w sprawie Kościoła, lustracji, czy też konfliktu izraelsko-arabskiego. Dla radykalnej lewicy Oriana Falacci to faszystka; dla niechętnej Arabom prawicy – orędowniczka wolności słowa i ofiara prześladowań. Wszelkie próby ważenia racji, wydobywania niuansów lub wskazywania słuszności jednych i błędności innych poglądów pisarki, budzą w najlepszym razie nieufność i prowadzą do faktycznego wykluczenia z każdego aktywnego politycznie środowiska. Nie inaczej przebiegają, czy też raczej „nie-przebiegają” spory o wojnę w Iraku, konflikt w Czeczenii, czy przemoc w związkach homoseksualnych.

Nie ma w Polsce polityków, nie ma intelektualistów ani publicystów, którzy „uwzględnialiby wszystkie dowody przy wydawaniu sądów”. Nie ma, bo być nie może. W sensie społecznym przestaliby istnieć, gdyż tożsamość polityczną zyskuje się i utrzymuje wyłącznie przez podkreślanie przynależności do takiej lub innej formacji ideowej i politycznej.

Odstępstw od tej zasady nie toleruje się również w stosunku do autorytetów ze świata, w którym dozwolony jest wyższy stopień racjonalności. Przejawia się to między innymi w celowym pomijaniu tych elementów ich dorobku, które nie mieszczą się w tolerowanym w Polsce zakresie. Czołowy publicysta ekonomiczny Gazety Wyborczej stwierdza na przykład we wstępnej części jednego ze swoich artykułów, że Milton Friedman należy do dziesięciu najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, dalej jednak zarzuca swojemu mistrzowi, że w książce „Wolność i kapitalizm” ujawnia on skłonności publicystyczne i ideologiczne. Publicysta GW ma myśli Friedmanowską koncepcję zapewnienia każdemu minimum socjalnego, którą głosi on od lat sześćdziesiątych. Dziennikarz nie pisze o tym wprost, gdyż nie może się pogodzić z tym, że jeden z apostołów doktryny neoliberalnej głosił opinie pod jakimkolwiek względem podobne do poglądów Andrzeja Leppera, nawet jeśli głoszona przez obu panów koncepcja walki z biedą ma rodowód długi i szlachetny, a wśród jej ojców wymienia się m.in. Johna Locke’a i Johna Stuarta Milla. W efekcie powstaje spłycony, czarno-biały obraz rzeczywistości społecznej i gospodarczej; uproszczony i nieprawdziwy obraz tego, co słuszne i co możliwe. Umacnia się tym samym kulturę monolitycznych, wrogich sobie wzajemnie i wszelkiej racjonalności obozów politycznych.

W państwach rządzonych autorytarnie władza, ludzie władzy i dążenie do władzy budzą nieufność, są wykpiwane i krytykowane. W demokracjach niedojrzałych, bez silnie zakorzenionej i wpływowej tradycji myśli krytycznej, władza staje się wartością najwyższą - groźną przede wszystkim dlatego, że suweren nie troszczy się o prawa i wolności, własne i innych - pragnie za to władzy, a ta nie może się obyć bez wroga. W otoczeniu przyjaciół rządy silnej ręki nie mają uzasadnienia, są właściwie niemożliwe.

Czy może być inaczej? Czy w nieodległej przyszłości spodziewać się można wzrostu racjonalności w życiu politycznym i społecznym?

Zmiany z pewnością nie przyjdą same: ani za sprawą naszego członkostwa w Unii Europejskiej, ani wskutek działania niewidzialnej ręki rynku. Dokonać się muszą procesy, które rozum wyzwolą, które sprawią, że wykształceni i obdarzeni wysoką inteligencją ludzie, którzy rozumu używają w pracy lub podczas gry w szachy, zaczną rzetelnie i głęboko myśleć o sprawach publicznych. Myśleć, wypowiadać się i podejmować stosowane działania, w których nie chodzi przede wszystkim o umocnienie swojej lub cudzej pozycji w hierarchii społecznej. Żeby to było możliwe, trzeba po pierwsze, żeby dokonała się przełomowa zmiana w plemiennej, kolektywistycznej kulturze, by przekształciła się ona w kulturę bardziej indywidualistyczną, w której jednostka czerpie poczucie własnej wartości nie z miejsca, jakie zajmuje w hierarchii społecznej, ale z własnej twórczej pracy i z własnych szlachetnych uczynków. Racjonalne myślenie uwzględniające wszystkie dowody możliwe jest tylko wtedy, gdy myślimy o problemie; po to, by go rozwiązać, a nie po to, żeby kogoś pokonać lub utrzymać się przy władzy.

Rządy rozumu w Polsce wymagają głębokich i wszechstronnych przemian politycznych i cywilizacyjnych. W historii Europy dokonywały się one na przestrzeni kilkuset lat, w przybliżeniu między XV a XX wiekiem. Ważnym etapem tych przemian, etapem, którego w Polsce w praktyce zabrakło, było Oświecenie. Bez wkładu, jaki wniosło ono w kulturę intelektualną i polityczną Europy, niemożliwa jest kultura demokratyczna i swobodna, racjonalna debata. Niemożliwe są rządy rozumu. Dzisiaj, gdy sprawa narodowa, sprawa istnienia lub nieistnienia suwerennej Polski, stała się mniej nagląca, autentyczny projekt oświeceniowy wydaje się wreszcie możliwy. Trzeba tylko, żeby wszyscy, którym nieobojętne jest dobro wspólne i którzy zgadzają się, że bez wzrostu racjonalności poprawa ludzkiego bytu nie jest możliwa – ani w polityce, ani na rynku pracy, ani w medycynie, ani w żadnej innej dziedzinie – głosić chcieli pochwałę rozumu: krytycznego i samokrytycznego, otwartego, twórczego i uwzględniającego wszelkie dowody przy wydawaniu sądów. Trzeba, by połączyli swoje siły – nie kosztem prawdy i racjonalności – ale dla ich dobra, jak Voltaire, Diderot i Condillac w osiemnastowiecznej Francji czy Hume, Ferguson i Smith na Wyspach Brytyjskich, to jest w krajach, w których rozum wywalczył sobie co najmniej te same prawa, a jego wytwory co najmniej ten sam status, co religijne i niereligijne dogmaty i przesądy.

1 Wszystkie cytaty w niniejszym artykule pochodzą z eseju Bertranda Russella pt. „Czy ludzie mogą rządzić się rozumem” zamieszczonego w zbiorze pt. „Szkice sceptyczne”, Książka i Wiedza, Warszawa 1967 roku.


Pierwsza strona
Raport CPK